POST 55: Przemyślenia po roku w UK.

Nie wiedzieć kiedy minął rok. Kiedy myślę o swoim życiu w Polsce, wydaje mi się że miało ono miejsce wieki temu, a każde wspomnienie osoby, miejsca, dnia czy zapachu jest owinięte nutką nostalgii i towarzyszy mu ciche westchnienie. Jakkolwiek literacko by to zabrzmiało, tego typu momenty pojawiają się w moim życiu ale mijają zaraz po tym kiedy mam szansę odwiedzić ojczyznę, bo jednak przypominam sobie wtedy, że nie wyjechałam z niej bez powodu…Postanowiłam jednak podsumować sobie pierwszy rozdział czasowy mojego życia na obczyźnie, nawet tak dla własnej ciekawości. Zapraszam do przeczytania co też mi z tego wyszło 🙂

 

  1. Nic nie jest tym, czym się wydaje.

 

 

Oprócz oczywistych rzeczy typu jazda po lewej stronie, czy odmierzanie prędkości poruszania się za pomocą mil, Anglia zaskoczyła mnie kolejnymi utrudnieniami dla przeciętnego europejczyka. Jak choćby fakt, że Corsa, która przejechała koło mnie na ulicy pierwszego dnia to nie był Opel. To był Vauxhall. Nie dostanę też gumy Orbit, ale Extra. I to są akurat te zabawne i mało znaczące rzeczy. Ale kiedy już dzwoni do Ciebie agent ubezpieczeniowy i mówi że ważę za mało o pół kamienia żeby dostać zniżkę to ja już nie wiem czy się śmiać i płakać. Nadal po roku  mieszkania tutaj zaskakują mnie niektóre nazwy, rytuały i zachowania, które w innych krajach odeszły już dawno do lamusa, a tutaj mają się całkiem nieźle wśród rodowitych anglików. Natomiast poczta i ogólnie nazwane usługi pocztowe mogłyby tu w ogóle nie istnieć, moglibyśmy wrócić do hodowania gołębi pocztowych bo byłyby tak samo skuteczne jak tutejsze firmy. Im bardziej chcesz mieć paczkę na czas, tym mniejsza szansa  że ją w ogóle otrzymasz. W Polsce w ciągu ostatnich 10ciu lat zaginęła mi jedna paczka, przy czym zaznaczam, że wszystkie zakupy,  nawet ubraniowe dokonywałam za pomocą Allegro i sklepów internetowych, nie było zatem tygodnia bez paczki. Tutaj nie ma miesiąca bez zaginionej paczki. Plus za sprawne działania sklepów internetowych w takich sytuacjach- po otrzymaniu maila z zapytaniem wysyłają po prostu kolejną. Taki tam standard.

Aha i najważniejsza rzecz- jeśli myślisz że umiesz język angielski, to najpierw posłuchaj rodowitego brytyjczyka z mniejszej miejscowości. Od razu zweryfikuje to Twoje umiejętności językowe, a jak się okazało w moim konkretnym przypadku- ich brak 🙂

 

2. NFZ wygrywa z NHS.

 

 

Ktoś, kto narzeka na NFZ nigdy nie był w Anglii. Na wizytę do zwykłego lekarza, oczywiście poza okresem gryp i pałętających się wirusów czekam średnio 3 tygodnie, nie wiem ile się zatem czeka w sezonie chorób. Dwa razy zarezerwowałam wizytę tylko po to żeby ostatecznie ją anulować bo problem albo sam mi przeszedł, albo go jakoś wyleczyłam domowymi sposobami. I wiecie co? To wcale nie jest dobre rozwiązanie. Bo coś czuję, że w niektórych przypadkach lekarz po prostu się przydaje. Ponadto sama wiedza, podejście do pacjenta a przede wszystkim chęć przepisywania leków na pierwszej wizycie bez badania jest tutaj po prostu przerażająca. Może mam takie odczucia przez fakt, że mieszkam w małej miejscowości, więc jako dziewczyna z Krakowa przecieram oczy ze zdumienia na lekarskimi zaleceniami. Ale nie sądzę, skoro jest to problem na skalę całego kraju, a jego rozwiązanie stało się obietnicą bez pokrycia podczas kampanii brexitowej. Jeśli zatem tu chorować, to najlepiej mieć dużo pieniędzy i szukać lekarza po opiniach. Czyli standard 🙂

 

 

3. Nie jest już tak łatwo.

 

Ludzie dalej mają tendencję do przyjeżdżania do UK bez języka, znajomych czy doświadczenia w jakiejś konkretnej pracy, spodziewając się przy tym garnca ze złotem na końcu tęczy, ot tak. Czasy megazarobków w UK się skończyły, o pracę nie jest już tak łatwo i szybko, a jest ona też często sezonowa. Także nie, nie jeździ się tutaj Porshe po pierwszym tygodniu na magazynie 🙂

 

4. Uważnie wybieraj miejsce zamieszkania.

 

 

Od tego zależy czy polubisz Anglię, czy będziesz wracać z krzykiem do domu. Serio. Gdybym nie miałą żadnej motywacji oraz planu w głowie, to uciekłabym z krzykiem do domu. Niestety, ale moje pierwsze dni były dość ciężkie bo kompletnie nie mogłam się zaaklimatyzować. Spodziewałam się tutaj mieszanki jeśli chodzi o pochodzenia mieszkańców, ale nie zakładałam że będę mieszkać, no cóż, w Azji. Zwaliło mnie to z nóg, w tej miejscowości cała kultura i otoczenie zdominowane jest przez imigrantów i to niestety ale w bardzo złym tego słowa znaczeniu. Żeby napić się herbaty w różanym imbryku trzeba się nieźle namęczyć, ale za to żeby kupić sari czy burkę, ale zjeść ociekającego tłuszczem kurczaka piri piri to już nie ma najmniejszego problemu. Niestety nikt nie dba tutaj o porządek, ład i estetykę, więc ulice są po prostu brudne i zaniedbane. Po prostu przygnębiające. Wierzę, że nie wszędzie tak jest ale niestety miejscowości takich jak ta jest sporo, a z tego co wiem nie jest ona wcale taka najgorsza w skali całego kraju…

 

 

5. Zieleń, choćby nie wiem co.

 

To co w Anglii z całego serca kocham od pierwszego wejrzenia to zieleń. Bujna, soczysta, pozornie zaniedbana, dzika i pozwalająca na czysty relaks. Z takim czymś spotkałam się tylko i wyłącznie w polskich górach, a brakowało mi tego zdecydowanie przez ostatnie lata. Tutaj mam pod dostatkiem zieleni. Poza tym WOLNO tutaj chodzić po trawie! I nic jej się nie dzieje, nikt też od tego nie umiera! Choćby nie wiem w jakiej części UK się mieszkało, kontakt z naturą zawsze można nawiązać, nie brakuje tutaj wspaniałych parków, stawów, rzeczek i nadmorskich, surowych krajobrazów i zamieszkujących okolicę zwierzątek. Coś niesamowitego, nawet tylko dla tego warto tu przyjechać,według mnie klimat jest niepowtarzalny.

 

 

6. Uśmiech, choćby nie wiem co.

 

Stereotyp wiecznie uśmiechniętej angielki, powtarzającej niezmiennie “Mornin!” lub “Jurajt!?” jakoś zapadł mi w pamięci, co więcej w większości przypadków jak najbardziej się sprawdził. Polakom zarzuca się wiecznie, że chodzą po ulicy przygarbieni i smutni. Cóż, pewnie by tak nie było gdyby złotówka kosztowała pięć funtów, a nie na odwrót. Pomijając jednak aspekty historyczne, kulturowe i ekonomiczne, anglicy to faktycznie naród który podchodzi do życia z ogromnym optymizmem i potrafi witać dzień bez słońca. Często ten przylepiony uśmiech jest na tyle sztuczny, że gdy coś pójdzie nie tak to natychmiastowo znika. Mi to jednak nie przeszkadza- lepiej się śmiać sztucznie, niż w ogóle tego nie robić. Nastraja to pozytywnie wszystkich wokół. A łatwiej na dłuższą metę być miłym i wesołym, niż smutnym i wkurzać ludzi. Pozytywne podejście i wyszczerzone zęby naprawdę ułatwiają życie o czym sama się codziennie przekonuję. Dlatego podejście anglików bardzo mi się podoba, mam nadzieję że Polska się kiedyś zarazi i tym trendem. A obcy uśmiechający się do kogoś w tramwaju nie zostanie z niego wyrzucony za molestowanie 😉

 

 

7. I po co mi był ten parasol?

 

W Anglii pada. Ale dużo, dużo mniej niż w Polsce…Kiedy odchodziłam z ostatniej pracy tuż przed wyjazdem, znajomi podarowali mi prezent- żarcik, w postaci nowego parasola. Szczerze mówiąc praktycznie mi się nie przydał, co mnie kompletnie zaskoczyło. Faktycznie są tu regiony kiedy pada ciągle (patrz Szkocja), ale w samej Anglii pod tym względem jest naprawdę sympatycznie. Klimat jest umiarkowany, choć jak dla mnie za wilgotny (pranie czy pędzle do makijażu totalnie nie chcą schnąć) ale absolutnie nie ma opadów non stop. Obecnie jest, nazwijmy to, pora deszczowa kiedy to pada najwięcej w ciągu roku. Ale deszcz preplatany jest cieplutkim słońcem i buchającą roślinnością, na co nie mam za bardzo jak narzekać 🙂

 

 

8. Powrót- kiedy i dlaczego.

 

Najczęściej zadawanym mi pytaniem ostatnich miesięcy jest to czy, a jeśli tak to kiedy wracamy do Polski. Po roku mieszkania tutaj jestem w stanie stwierdzić że owszem, chcę stąd wyjechać, ale gdzie to ciężko mi powiedzieć. Póki co będąc tutaj uważam że warto skupić się na tym co jest i czerpać z korzyści płynących z bycia w UK oraz możliwości, których w Polsce nie miałam. Nie ma co ukrywać, że łatwiej tutaj nabywać kwalifikacje, rozwijać swoje hobby i aktywnie spędzać wolny czas, a przede wszystkim z łatwością oszczędzać pieniądze. I o to właśnie chodzi mi w życiu- jestem w takim wieku, kiedy chcę się rozwijać, poznawać nowe ścieżki i próbować kim chcę być oraz co robić, nie tracąc przy tym pieniędzy na nieudane eksperymenty. W polsce nie było to dla mnie absolutnie możliwe, tutaj natomiast jak najbardziej jest. I powoli, klaruje mi się w głowie kim jestem, co w kraju zajęłoby mi parę lat o ile w ogóle byłabym w stanie kiedyś to określić. Dlatego mimo wszystko było to naprawdę dobra decyzja, której nie żałuję, a gdzie postawimy nasz kolejny krok to czas pokaże. Chciałabym żeby była to Polska bo w głębi duszy kocham ten kraj i czuję do niego absolutny sentyment, a moje korzonki aż się proszą żeby się tam spowrotem zapuścić. Ale cóż, nic na siłę.

 

9. Jedzenie jest tanie.

Tego chyba nie muszę wyjaśniać. Jest to jeden z najfajnieszych faktów o tym kraju. Niestety nie ma tutaj sezonowości owoców i warzyw nad czym ubolewam, ale za to mogę cieszyć się cały rok produktami, które są ogólnie ciężko dostęone w Polsce. A jak już są, to ceny są kosmicznie wysokie. Wegańska przetworzona żywność jest łatwo dostępna, co więcej oferta jest coraz to poszerzana co mi niezwykle imponuje. Dalej hołduje oczywiście zasadzie jedzenia jak najmniej przerobionej żywności, ale fajnie że pojawiają się także fastfoody które mogą przekonać sceptyków. Bo jak się okazuje, nie jem tylko sałaty i fasoli, ale również kiełbaskę, pizzę, chipsy czy czekoladki 🙂

 

To już wszystko, dość sporawe wyszło mi to podsumowanie 🙂 Wydaje mi się, że nie pokrywa ono nawet połowy tematyki, którą chciałam poruszyć. Jednak  bardzo też mi się marzyło, żeby ten post był spontaniczny i prosto z serca, taki też zatem wyszedł. Na pewno nikogo nie będę zachęcać do przyjazdu do UK, bo taka decyzja musi zostać podjęta samodzielnie i po głębokim przemyśleniu. Póki co jednak nadal są tutaj tony możliwości, z których przy odrobinie sprytu, szczypcie szczęścia i przyzwoitym poziomie języka można czerpać garściami.

 

Uszanowanie,

Patrycja

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s