POST 69: Recenzja książki kucharskiej “Kuchnia roślinna dla każdego”, Eryk Wałkowicz + przepisy na szybkie i pyszne przekąski.

Dzień dobry wszystkim po dłuższej, urlopowej przerwie, która naprawdę mi się przydała ❤ Było cudownie i naprawdę wakacyjnie mimo kapryśnej, wrześniowej pogody, ale o tym wyjeździe wspomnę w kolejnym poście.

Dzisiaj w zasadzie post tylko i wyłącznie o jedzeniu, jeśli nie jesteście w tym momencie głodni to wydaje mi się że zaraz będziecie 😉

Z panem Erykiem, autorem książki którą chciałabym dzisiaj zrecenzować, zapoznałam się już jakiś czas temu szukając obiadowych inspiracji. Trafiłam wtedy na jego bloga, który bardzo mi się spodobał za prostotę i wyjątkowość przepisów.

Bardzo się zatem ucieszyłam, kiedy wydał on swoją pierwszą książkę kucharską i korzystając z promocji oczywiście ją zamówiłam. Co o książce sądzę i czy polecam zakup? Dowiecie się tego poniżej.

Ponadto w temacie jedzenia postanowiłam dorzucić wam kilka przepisów na szybkie przekąski na wieczory spędzane w domu samotnie, w parze czy na imprezie ze znajomymi. Czasami wydaje się że przygotowanie jedzenie jest taaakie trudne i czasochłonne i najlepiej skończyć na chipsach (chociaż można :D), a niekoniecznie jest to prawdą. Zebrałam tutaj swoje ulubione przykłady, ale jest ich naprawdę dużo więcej jak już zaczniecie się w temat zagłębiać. Żeby się już dłużej nie rozwodzić, zapraszam do czytania 😉

***

Okaj, zaczynając od książki Kuchnia roślinna dla każdego. Bardzo podoba mi się jej format, wypieszczone i wycackane wydanie, kolorowe, smakowite zdjęcia i warzywne motywy. Szata graficzna, jakość książki i papier są całkowicie bez zarzutu, od razu mi się spodobały i pomyślałam że z książki będzie bardzo przyjemnie korzystać.

IMG_20170713_175254

Jednak uważam osobiście że nie jest ona kompletnie dla mnie, a co za tym idzie dla każdej osoby z podobnymi potrzebami. Głównie dlatego, że jej ogromną część zajmują opisy podstaw i kuchennych porad dla początkujących wegan i nowicjuszy gotowania ogółem. Niektóre z nich są ciekawe i zakładam że wiele osób bez doświadczenia o nich nie słyszało, ja jednak znam je wszystkie i żadne z nich mnie nie zaintrygowały czy zaskoczyły.

IMG_20170713_175317

Druga sprawa to same przepisy. Niby są posortowane na rodzaje dań (typu przepisy podstawowe, obiady, słodkości itp) ale jednak odczuwam przeglądając je miszmasz i lekki zawrót głowy. Nie są to przepisy według mnie proste i wiele z nich mogłoby przerazić początkującego kucharza czy kucharkę, mimo tego że składniki są dostępne w każdym większym mieście. Brakuje mi tu jednak pozycji czysto warzywnych, bez nazwijmy to “fikuśnych” dodatków jak glony itp, bo nie ma tam absolutnie żadnego przepisu awaryjnego (czytaj: muszę dzisiaj ugotować obiad a nie mam z czego). Do każdego z dań musiałbym się wcześniej przygotować zakupowo. Mamy tutaj troszkę kuchni polskiej, troszkę azjatyckiej i troszkę typu “zdrowy fast food”. Wiele z nich wymaga wielu etapów przygotowania potrawy czy dodatków do niej, dlatego nie spodziewajmy się tu dań typu “wrzucam wszystko do garnka/pieca i samo się robi”, raczej są to dania których trzeba doglądać i robić wiele rzeczy naraz, co niektórym może nie odpowiadać szczególnie na początku przygody z gotowaniem na własną rękę.

IMG_20170713_175310

Będę jeszcze testować przepisy bo nie robiłam ich wszystkich, jako że nie posiadam piecyka a wiele z nich właśnie tego sprzętu wymaga. Te które robiłam wyszły całkiem w porządku, ale bez zachwytów. Dlatego też polecę tą książkę początkującym, którzy jednak lubią się bawić kuchnią i spędzać w niej czas. Na pewno nie jest dla kuchennych leniuszków, czy osób ceniących potrawy jednogarnkowe bo takich tu nie znajdziecie. Ogólnie zatem książka jest całkiem w porządku, ale trzeba się uważnie zastanowić przed zakupem czy na pewno odpowiada waszym potrzebom. Ja tego nie zrobiłam, więc pewnie za jakiś czas się jej pozbędę i nie stanie się moją biblią jak pierwsza część Jadłonomii (druga czeka na mnie w Polsce, nie mogę się doczekaaać! ).

IMG_20170713_175247

***

No dobra, to tyle o książce. Teraz przekażę wam przepisy na moje ulubione jedzenie wieczorowe/filmowe/imprezowe/wstawtutajcochcesz. Łatwe, szybkie przepisy do których składniki znajdziecie w każdym osiedlowym sklepie. Oczywiście zaznaczam że nie są to pełnowartościowe, superzdrowe i w ogóle bio smakołyki, tylko raczej coś co polecałabym jeść rzadziej, w formie dodatku niż samego posiłku 😉 Oto moi wybrańcy:

 1. Sałatka cezar.

Przepis ten absolutnie skradł mi serce, choć na początku nie byłam przekonana czy aby na pewno chcę go spróbować. Ale co tam, raz takiej kozie jak ja śmierć, jeśli nie będzie smaczne to na pewno będzie jadalne, najwyżej drugi raz tego więcej nie zrobię. Rzeczywistość jednak przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Ta sałatka jest absolutnie fantastyczna, idealna na imprezę chociaż przyznam że zdarza mi się ją przyrządzać nawet na śniadanie. Kapitalna ze świeżym chlebem, grzankami czy wszelkimi chrupkimi wyrobami piekarniczymi, ale solo również jest perfekcyjna. Mowa tutaj o tej cudownej sałatce, autorstwa mistrzyni kuchni jaką jest pani Marta Dymek. Chyba nigdy nie przestanę jej podziwiać za wyobraźnie i umiejętność doboru składników tak, że wychodzą z tego takie właśnie cudeńka jak ta sałatka. To co warto w tym przypadku powiedzieć, to na pewno małe ostrzeżenie – aby wyszła idealnie trzymajcie się ściśle przepisu. I choć kapary, których osobiście nie lubię tak ogólnie, nie są tutaj musem (to jedyny “wymyślny” składnik tej pozycji) to jednak polecam je dodać, z nimi jest dużo lepsza. Poważnie, spróbujcie tego przepisu a nie pożałujecie.

2. Popcorn.

To nie jest żadne odkrycie, ani wynalazek XXI wieku. Popcorn jadłam jako dziecko a przede mną robiły to setki ludzi od wielu pokoleń. Jednak jadałam go głównie w kinie, gdzie się nim zraziłam głównie ze względu na ilość soli (efekt uboczny to drętwienie języka…) a także dziwny, chemiczny posmak oraz zatykający zapach tłuszczu. Jakiś czas temu wpadłam jednak na pomysł żeby zacząć go robić w domu na własną rękę, tak jak kiedyś robiła to moja mama i babcia kiedy byłam mała. Zamieniłam jednak olej rzepakowy czy słonecznikowy na kokosowy. Efekt przerósł moje oczekiwania. Zapach i smak są fantastyczne, popcorn nie jest tłusty ale za to chrupki i lekki, mniejsza ilość soli sprawia że jest słonawo-słodki co tylko potęguje to jak jest pyszny 😀 Plusem jest to, jak bardzo taka przekąska jest tania i szybka w zrobieniu, jedynym minusem jest mycie patelni ale nie uważam żeby to był czynnik wykluczający. Tutaj tylko musimy zwracać uwagę na dwie rzeczy- ziarenka kukurydzy muszą pochodzić z dobrego źródła, nie kukurydzy genetycznie modyfikowanej. Wagę ma tutaj kraj ich pochodzenia, warto też przypatrzeć się certyfikatom. Różnica jest nie tylko we wpływie na zdrowie*, smaku ale także wykonaniu. Dobrej jakości, świeża kukurydza szybko się praży, jest chrupka i dobra w smaku a nie przypalona i wsiąkająca tłuszcz z patelni. Druga sprawa to kolejny składnik czyli olej kokosowy- pamiętajcie żeby go rozgrzać dobrze, ale nie do przesady! Nie jest to olej który dobrze znosi wysoką temperaturę, dlatego pilnujcie jego grzania wrzucając popcorn od razu kiedy zacznie być ciepły, skracając do minimum jego pobyt na patelni. To wszystko, smacznego 😉

3. Koreczki.

I znowu- koreczki to absolutnie nie jest żadne odkrycie. Jednak jakoś w ostatnich latach o nich zapomniałam, do czasu kiedy w oczy rzuciły mi się wykałaczki w sklepie, a że akurat byłam diablo głodna to mój mózg sam sobie ułożył plan działania 😀 i tak oto powstały moje najulubieńsze koreczki (zaznaczam że jest to dość upierdliwa praca, przy ich nabijaniu a wcześniej krojeniu składników na kawałeczki- jednak warto, a zawsze przecież można to robić drużynowo! Oto składniki:

  • chleb typu pumpernikiel lub inny podobny, ciężki, konkretny o podłużnych kwadratowych kromkach,
  • kawałek wegańskiego sera- nie jest to składnik konieczny ale fajnie podkręca smak, szczególnie coś w rodzaju produktu a la mozzarella albo serek brie,
  • papryka czerwona lub żółta, świeża,
  • ogórek kiszony,
  • żurawina (konieczny składnik, super się łączy jej kwaśny smak ze słodkim i słonym reszty składników),
  • połówki oliwek- polecam nawet hejterom oliwek jakim jestem ja. One po prostu tu pasują 🙂

Jak macie to wszystko wystarczy pokroić je na małe kosteczki i powoli nadziewać na wykałaczki. Extra sprawa, wygodnie się je i naprawdę można się nimi napchać, polecam spróbować 🙂

4. Nachosy.

Albo i nie nachosy a słupki warzyw. A najlepiej mix 😉 Nachosów jako tako nie robię nigdy sama, nie porwałabym się na to, ale staram się kupować takie z najlepszym składem i jak najmniejszą ilością ulepszaczy czy utwardzanych olejów. A uwierzcie mi, są takie na rynku wystarczy trochę pogrzebać. Zamiast nachosów kroję też w słupki: marchewkę, paprykę, kalarepę czy ogórka i maczam w sosach. No właśnie, jakich? Przede wszystkim jest to hummus (kupny, patrzcie na skład), sos salsa (to samo, preferuję kupne od swojego domowego choć przyznaję że pewnie wystarczyłoby pokombinować z przepisem, chociaż to krojenie warzyw do koreczków jest takie męczące że sami wiecie… 😉 ) plus własnoręcznie robione guacamole. Z takim zestawem wyżerka gwarantowana!

5. Buritto.

Dla mnie to jedzenie totalnie weekendowe, burrito czy tortille niekoniecznie są dobrym jedzeniem do wzięcia na lunch czy przechowywania w lodówce według mnie. Zakochałam się ostatnio w tym przepisie – mega prosty i szybki w wykonaniu, naprawdę smaczny i pożywny. Jest to dobry pomysł zarówno na leniwy obiad jak i wieczorne, dłuższe posiedzenie, to już wedle uznania.

6. Bruschetty.

Jedno z moich letnich odkryć tego roku. Zdarzało mi się wielokrotnie zamawiać bruschetty jako przekąski czy startery w restauracjach, nigdy jakoś jednak sama się do ich robienia nie zabierałam. A to totalna łatwizna i sama przyjemność jedzenia. Bardzo ważne jest tutaj pieczywo i to, czym je smarujemy. Ja osobiście kupuję w tym celu albo bagietki albo jakiś jasny, treściwy chlebek który później kroję na mniejsze kromki. Smaruję je wegańskim masłem albo margaryną (używam takich produktów dosłownie jedynie w celu przygotowania tego dania :P) ukręconym z solą i czosnkiem. Ilości tych składników to naprawdę kwestia umowna- zależy jak bardzo chcecie mieć czosnkowe pieczywo, czy lubicie grubą warstwę tłuszczu na kromkach czy może wcale. Dlatego ciężko podać mi proporcje, zawsze robię to na oko. A co do wierzchu, korzystam z tej inspiracji, z ewentualnymi zmianami. Bardzo ważnym elementem jest bazylia której nie omijam nigdy, noi osobiście wolę piec samo pieczywo, mieszankę warzyw nakładam bezpośrednio na wierzch po podgrzaniu. Lubię kiedy warzywka są surowe i soczyste, poza tym od razu można zabrać się za jedzenie nie parząc się w palce 😀

To tyle na dzisiaj, zrobił mi się z tego wcale niemały post 🙂 I to mocno kulinarny co rzadko mi się zdarza, jako że nie jestem fanką kuchennych posiedzeń. Mam nadzieję że znajdziecie tutaj coś dla siebie i nie wyklniecie mnie przede wszystkim za niezdrowe pomysły na przekąski, bo mam świadomość że wiele z nich opiera się na przetworzonych produktach, które generalnie powinny być unikane w diecie. Jednak według mnie, stosowane z umiarem nie stanowią zagrożenia dla naszego życia i zdrowia, dlatego nie wpadam w panikę dostając przy tym ataku serca jedząc nachosy czy białą bułkę z margaryną raz na miesiąc. Oprócz tego jem kilogramy warzyw i owoców, sądzę zatem że takie szybkie posiłki na wieczorne posiedzenia mnie nie zabiją 😉

Miłego wieczoru i smacznego!

Patrycja

*nie unikam wszystkiego co jest modyfikowane genetycznie bo rozumiem plusy takiej ingerencji w niektórych przypadkach ale akurat modyfikowana kukurydza nie jest produktem korzystnym dla zdrowia

 

 

 

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s